Wszyscy ostatnimi czasy rzucili się na swe klawiatury i z wypiekami (bułeczki, rogaliki itd.) na twarzy rozpoczęli pisanie o Intel Extreme Masters, konwentach przeróżnej maści, czy innych spotkaniach, reklamowanych w polskiej części internetu hucznie, niczym karnawał w Rio. A ja, jak zwykle, stoję sobie z boku (nie mylić ze zbokiem), przyglądam się temu całemu galimatiasowi, i stwierdzam, że zrobię po swojemu, i napiszę o mniejszym (żeby nie użyć słowa 'kameralnym') spotkaniu, ale równie fajnym i przyjaznym, co ww. rzeczy.