środa, 17 sierpnia 2016

XX20 - Sen trwa nadal: Dreamcast w sieci kiedyś i dziś

Tak jest, właśnie tutaj sobie siedzę, popijam piwko i giercuję online na 16-letniej konsoli z modemem, dla której oficjalne sieciowe wsparcie skończyło się w Europie w 2003.

Porozmawiajmy chwilkę o usłudze SegaNet i jego europejskim odpowiedniku - Dreamarenie. Serwis, który zgromadził ponad półtora miliona zarejestrowanych użytkowników w ledwo miesiąc od startu (co, na tamten okres, dawało więcej niż 1/5 wszystkich sprzedanych Dreamcastów) postawił konkurencji ogromną poprzeczkę i pokazał, że granie w internecie na modemie może być całkowicie bezproblemowe (no, może pomijając rachunek telefoniczny). W samych Stanach Zjednoczonych Sega miała 8 serwerów i podpisane umowy z popularnymi ISP, które pozwalały na szybką rozgrywkę, możliwie pozbawioną lagów, na sprzęcie 56K. Maximum Pool, Quake 3 Arena, Phantasy Star Online, 4x4, Alien Front Online, Planet Ring, Daytona 2001, Unreal Tournament, Bomberman Online... oj było nieco tych tytułów, które pozwalały na młócenie przeciwnika po kabelku. I choć SegaNet zginął niedługo później (wyciągnął kopyta ledwo po 11 miesiącach działania - zaraz po tym, jak Sega oficjalnie wycofała się z produkcji Makarona), pokazał on jak powinno się robić dobre onlajn na konsolach - a co ciekawe Dreamarena z dużym powodzeniem działała aż do marca 2003 w Europie, co ewidentnie pokazało, że gracze najnormalniej w świecie są głodni gry w internecie z żywymi przeciwnikami na swoim pudle podłączanym do telewizora (motyw ten najlepiej wywęszył Microsoft, który już w pierwszym Xboxie dorzucił gniazdo ethernetowe i dedykowaną usługę do gry w sieci - Xbox Live. Wszak hej, już współpracowali z Segą w trakcie ery Dreamcasta [Windows CE dla Deceka!], więc uczyli się od najlepszych ;)))

(Dreamkey - czyli europejska wersja przeglądarki internetowej dla Dreamcasta)

Tak niestety bywa, Dreamcast produkcyjnie umarł i nie żyje. Jednak to nie przeszkadza konsolce w jej dalszym egzystowaniu i takim swoistym "drugim życiu" - w jednym z poprzednich wpisów wspominałem, że sprzęt nadal żyje i ma się dobrze wśród wszelakich twórców indyków, homebrewu i emulatorów (co roku wychodzi minimum kilka komercyjnych i darmowych tytułów indie na Dreamcasta - głównie gry logiczne i shootery 2D, choć zdarzają się także inne gatunki, jak Pier Solar, Leona's Tricky Adventures, port Cave Story, Alice's Mom's Rescue, czy Volgarr the Viking). To już brzmi nadzwyczaj dobrze, jak na konsolę, która od 15 lat powinna siedzieć w grobie. A co powiecie na to, że dla dedykowanych fanów i to było mało? Tak jest, absolutni magicy od sprzętu i software'u wszelakiego stwierdzili, że fajnie, iż wychodzą indyki, ale oni chcieliby pójść krok dalej i przywrócić internetową funkcjonalność w większości gier Dreamcastowych. Brzmi jak szalony pomysł? Może i tak, ale czytajcie dalej - jak już wspomniałem, każdy Decek był wyposażony w modem, co nieco może utrudnić dostanie się do sieci w dzisiejszych czasach, a broadband adapter (czyli adapter ethernetowy dla Deceka) został wydany tylko w Japonii (ok, także w bardzo małej ilości w USA, ale tak małej, że oficjalnie się nawet jej nie liczy), i przez to jest dość drogi. Dlatego już kiedyś bardziej obeznani fani odkryli, że tak naprawdę nie potrzebują samego kabelka telefonicznego, wpiętego w gniazdko, by cieszyć się interentami na konsoli. Wystarczył im tylko komputer z Windowsem 98 i modemem oraz kartą sieciową, jak i pewien programik do przekierowywania danych i portów - i puf, tak oto można było się połączyć Dreamcasta z internetem, używając swojego kompa ze stałym łączem, jako serwera dial-up. Jakież to korzystne rozwiązanie dla naszego rachunku telefonicznego! Niewiele później kolejna garstka równie utalentowanych fanów odkryła, że można zrobić to samo, jednak nie trzeba do tego wykorzystywać antycznego Windowsa 98, a Linuxa - i to zarówno zainstalowanego normalnie na dysku, jak i wirtualnej maszyny. Co lepsze - konfiguracja tegoż była nieporównywalnie prostsza, niż W98, co sprawiło, że jeszcze więcej ludzi sięgnęło po te rozwiązanie, jak chodzi o internet na Dreamcaście.

(marzenie każdego usieciowionego posiadacza Dreamcasta?)

Największą rewolucję onlajnowy Decek jednak przeżył w 2015. Wtedy to też światu zaprezentowano DreamPi - specjalnie skonfigurowany obraz Linuxa, który, wrzucony na kartę SD i wsadzony do dowolnego modelu RaspberryPi od 2 B wzwyż, pozwalał na połączenie się Dreamcasta z internetem. Nie trzeba było nic konfigurować - wystarczyło tylko posiadać modem USB, podpiąć odpowiednie kabelki, odpalić Raspberry z softem DreamPi i to właściwie tyle - świat stawał otworem przed Twoim Dreamcastem. Żeby było jeszcze bardziej odjechanie - dla DreamPi dodatkowo powstał internetowy serwis Dreamcast Now!, który jest takim jakby podstawowym Xboxem Live dla Makarona - pokazuje on kto obecnie gra w sieci i w co. Nawet teraz można podejrzeć czy przypadkiem ktoś giercuje na białej skrzynce snów. I żeby nie było za słodko - każde ze wspomnianych trzech rozwiązań wymaga drobnej modyfikacji kabla telefonicznego, jako że większość modemów Dreamcastowych (każdy w Europie i wybrane w USA) wymaga obecności napięcia na linii, w przeciwnym wypadku nawet nie zechce wybierać numeru. Tutaj z pomocą przychodzi ręczne zasilanie linii (18V dla Europy), które pozwala, aby modem odpowiedział i wybrał numer. Całość wymaga przecięcia jednego kabelka i doczepienia do niego jednego kondensatora, rezystora i pary dwóch bateryjek, połączonych szeregowo (2 x 9V). Nie jest to ciężkie, jednak wymaga minimalnego skilla w tego typu rzeczach.

Ok, samo połączenie z internetem mamy i jest jak najbardziej spoko. Jednak całość byłaby o kant dupy rozbić, jeżeli same gry próbują się łączyć ze starymi, oryginalnymi serwerami. I tu po raz kolejny na scenę wkraczają utalentowani fani. To właśnie dzięki nim, i ich postawionym serwerom, w dzisiejszych czasach nadal można giercować w internecie z innymi w tytułu z Dreamcasta. I co najlepsze - liczba tytułów stale rośnie, jako że magicy od tego typu tematów co raz rozgryzają sieciowe mechanizmy tytułów i przywracają ich kompatybilność. I dzisiaj można spokojnie sobie wrzucić swój najlepszy czas na światowy ranking w Sonic Adventure (została przywrócona cała sieciowa funkcjonalność), tudzież przyrżnąć z innymi w Chu Chu Rocket, Starlancer, Maximum Pool, Quake 3 Arena, PGA Bowling, 4x4 czy Phantasy Star Online (który w ogóle poszedł jeszcze dalej - serwer Sylverant obsługuje zarówno PSO na Dreamcasta, kompa, jak i GameCube'a!). Obecnie zaś fani mają na oku przywrócenie trybu online w np. Alien Front Online czy Worms World Party. I to właśnie nazywa się dedykacja! 

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym sam nie spróbował tego, jako że Dreamcast to nadal jeden z moich najbardziej ulubionych sprzętów. I tak też zrobiłem - co prawda nie skorzystałem z metody proponowanej przez DreamPi, jako że nadal nie posiadam żadnego modelu RaspberryPi, ale za to posiadam starszy laptop, który jest wyposażony we wszystko czego do szczęścia mi potrzeba (czyt. karta sieciowa i modem). Czy prędzej zabrałem się do roboty - pierwszym krokiem mojej przygody było odwiedzenie osiedlowego sklepu elektronicznego w celu zaopatrzenia się w niezbędny osprzęt (dwa klipsy do baterii 9V, kondensator elektrolityczny 0.47 uF i rezystor 330 omów). Kilka upojnych chwil spędzonych z kabelkiem, sprzętami i lutownicą zaowocowało taką oto modyfikacją wzmacniającą linię:

(profesor z elektroniki byłby ze mnie dumny)

Pierwszy krok za nami, jeszcze tylko sprawdzenie multimetrem czy oby nic nie spieprzyłem - wszystko działa! Jedziem z tym śledziem zatem dalej! Ściągnięcie Linuxa Crunchbag Plus Plus, instalacja na starym laptopie, chwilka na odpowiednie skonfigurowanie go, podpięcie kabelka pod modem komputera i Dreamcasta - i pierwsza próba połączenia. Wiedz że coś się dzieje - modemy się zobaczyły i opowiedziały! 

(NAPIĘCIE ROŚNIE)

Jeszcze tylko chwila na wysłuchanie wspaniałego dźwięku modemu łączącego się z siecią i zobaczymy czy to faktycznie działa, tutaj na przykładzie Phantasy Star Online:

(ze względu na kiepskawość Telekomunikacji Polskiej w tamtych czasach, nigdy 'normalnie' nie połączyłem się za pomocą modemu Dreamcastowego z siecią. Pierwszy raz widziałem powyższy ekran!)

Proszę Państwa - jest i on! Sukces! Po krótkim okresie oczekiwania na wybór numeru i połączenie się z siecią, udało się dostać na serwer Sylveranta i pograć nieco w internecie - i to nawet z innymi! (w trakcie połączenia na wybranym statku znajdowało się też 3 innych graczy)


(a oto i nowo stworzona postać na serwerze Sylveranta, do celów internetowych)

Jak widzicie - jest to jak najbardziej wykonalne, wszystko śmiga szybciutko, a znaleźć chętnych graczy do wspólnej rozgrywki wcale nie trudno (sporo siedzi na grupach Facebookowych, r/Dreamcast, jak i forum Dreamcast-Talk/DC Scene). Wiadomo, takie kombinacje dla jednych mogą być czystym szaleństwem, u innych - wzbudzać podziw, ale jedno nie ulega wątpliwości, zarówno dla pierwszej, jak i drugiej grupy - Dreamcast, nawet po swojej śmierci, nadal ma się dobrze, a jego 'przyszłość' post-mortem nadal rysuje się w dość pozytywnych barwach, o ile tylko nadal wśród niego będzie się kłębić rzesza uzdolnionych i gotowych do wszelkich wyzwań fanów. I tego ci życzę, stary druhu!  

3 komentarze:

  1. To dowód na to, że starsze pokolenie graczy dalej potrafi zmobilizować się i wskrzesić kultowe sprzęty do grania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny tekst! Ciekawi mnie jak trudna jest konfiguracja Crunchbag Plus Plus pod obsługę usług sieciowych DC? Czy można postawić Crunchbag++ za pomocą VMWare albo zrobić to innej dystrybucji Linuksa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Niezwykle prosta. :) I tak, Linuxa można spokojnie postawić na VMWare i użyć zewnętrznego modemu (albo wbudowanego), jako że VMWare obsługuje emulację portów COM. Sprawdzałem, DeCek i przy takim ustawieniu śmiga aż miło. ;) http://www.dreamcast-scene.com/guides/pc-dc-server-guide-win7/ - to bardzo przejrzyście napisany poradnik, dzięki któremu w mig połączysz się do netu! Jedyną trudnością jest wspomniany kabelek podtrzymujący napięcie, ale i jego nie jest jakoś ciężko zrobić. W moim przypadku to była jedna wizyta w sklepie z komponentami elektrycznymi i 20 minut lutowania. :)

      Usuń

Komentarze, sugestie, przemyślenia? Wal śmiało!